Marek Gałązka: Pokażemy Stachurę prawdziwego, autentycznego, ale i nowoczesnego

Oceń

W najbliższy czwartek 28 listopada 2013 r. w Suwalskim Ośrodku Kultury odbędzie się 1 Suwalska Stachuriada, którą przygotowuje Marek Gałązka. W latach ’80 i na początku lat ’90 nieformalną stolicą poezji Steda było Olecko. Później zainteresowanie spuścizną poety nieco zmalało. Zapytaliśmy twórcę Suwalskiej Stachuriady i jednocześnie wicedyrektora SOK-u o, to co skłoniło go do „przeniesienia ” Stachury z Olecka do Suwałk. Poniżej prezentujemy zapis rozmowy i zapraszamy do… Suwałk. TUTAJ znajdziecie program imprezy.

 

Redakcja iOlecko.com: Przeniosłeś Stachurę z Olecka do Suwałk?

 

Marek Gałązka: Nie do końca. Stachurę robiłem w bardzo wielu miejscach w Polsce, a ostatnią Stachuriadę niedawno, w sierpniu tego roku w Dąbrowie Mogileńskiej. Jeśli jednak chcemy trzymamy się tej terminologii to muszę przyznać, że owszem przeniosłem Stachurę do Suwałk bo tutaj są w tej chwili dużo lepsze możliwości i sporo osób, które chcą się zaangażować w realizację tego przedsięwzięcia. Bo od razu zaznaczę, nie robię tego sam. Mam świetnych współpracowników. Tych starych, archetypicznych „stachurzystów” – mam na myśli bratanka poety Jerzego Stachurę Juniora, który jest znakomitym malarzem i ma bardzo znamienną ksywę Vincent z Grabówka oraz Janka Kondraka z Lubelskiej Federacji Bardów – człowieka instytucję. Dzięki temu mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy gwarantem pewnej jakości, tego że Stachura będzie szczery, prawdziwy, autentyczny. Natomiast gwarantem tego, że Stachura będzie też nowoczesny są nasi młodzi muzycy. w dużym stopniu nasi synowie – Krzysztof i Patryk Stachura, Marcin i Filip Gałązka. Oprócz tego zagra z nami także Przemek Bartoś.

 

Czy ktoś z Olecka, nazwijmy to, ze starej ekipy będzie Cię wspierał?

 

Nie. Zdecydowanie nie. Nikogo z Olecka nie zapraszałem i to nie dlatego, że nie chciałbym, ale dlatego że choć oni znali ten projekt od dawna, to jednak specjalnego zainteresowania tym nie wykazali. I tyle.

 

Wróćmy do osób, które przygotowują suwalską edycję imprezy

 

Oczywiście, bo jest jeszcze sporo nazwisk do wymienienia. To są osoby, które na co dzień działają w Suwałkach i mocno się w ten projekt zaangażowały. Ale zanim je wymienię to wspomnę jeszcze o Walentynie Szobie, „mojej graficzce” z Białorusi, która zrobiła oprawę graficzną płyty „Autorsong” i która także i tym razem będzie z nami. Jeśli chodzi o wsparcie osób z Suwałk, to muszę w tym miejscu wymienić 5 osób, bez których ten projekt w tym konkretnym miejscu pewnie by się nigdy nie odbył. Mam tu na myśli Mieczysława Iwaszkę wsławionego tym, że zorganizował fantastyczny projekt, plastyczny, animacyjny, społeczny pod tytułem „Biurowiec sztuki”. To świetny plastyk, w dodatku, znakomity dydaktyk, nauczyciel. To właśnie on wymyślił działania pt. „Interpretacja portretu Edwarda Stachury”. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że to nie będzie jednorazowe przedsięwzięcie, ale pomysł na coroczne biennale z różnymi „bohaterami” w tle. Zaczynamy od Stachury, ale już mamy koncepcję, kto mógłby stać się przedmiotem naszych działań za rok. Wracając do „portretów” poety to zostaną one pokazane razem z wystawą pamiątek po Stedzie i pracami Vincenta z Grabówka. Sądzę, że to będzie bardzo ciekawa konfrontacja i ciekawy asumpt by rozmawiać o tym w gronie krytyków sztuki, Stachury, literatury itd.


Drugą osobą, którą chciałbym wymienić jest Paweł Bydelski. Młody człowiek, twórca SUM-a, który się fantastycznie w „Stachuriadę” zaangażował. To on wpadł na pomysł by zorganizować nietypowy slam poetycki. Na czym polega jego nietypowość? Otóż będzie to slam składający się z tak zwanych klasycznych elementów czyli słowa, ale nie tylko. W tym bowiem przypadku będzie można posiłkować się instrumentami, ale uwaga – nietypowymi. Niekoniecznie ma to być gitara, fortepian czy skrzypce, ale na przykład łuk z cięciwą, widelec, miska, czy cokolwiek innego. Zapewne zdarzy się też, że ktoś użyje gitary, czy skrzypiec z jakąś wyjątkową przestawką czy saksofonu, z ustnikiem od trąbki. Mam nadzieję, że będzie to coś wyjątkowego i ciekawego.

 

Ważną postacią tego wydarzenie będzie też artysta muzyk, ale przede wszystkim performer, Krzysztof Topolski. To niezwykle ciekawa, aktywna postać – człowiek pełen pomysłów. W ostatnim czasie nagrał on, za pomocą bardzo czułego magnetofonu mnóstwo „dźwięków terenowych” na terenie Suwalszczyzny i na Mazurach. To są nagrania dzwonu w Bazylice w Sejnach, kolejki wąskotorowej, ulicy w Suwałkach, szumu Topoli na cmentarzu, trzcin na jeziorze Krzywe, zarejestrowane pod mostem w Augustowie. Z tych nagrań Krzysztof przygotowuje specjalną instalację, którą zaprezentujemy pierwszego dnia. Nazwaliśmy to Autorsound/song. Najpierw swoje zmontowane nagrania przez około 20 minut zaprezentuje Krzysztof, po czym w to wszystko włączy się mój zespół, który wykona dość mocno przerobiony materiał z płyty „Autorsong”. W międzyczasie do nas Krzysztof, de facto wykształcony perkusjonalista, który będzie grał na bębnie ramowym. „Nagrania terenowe” będą dopełniały naszą muzykę. Trochę tak, jak to się działo na koncertach Pink Floyd, podczas których pomiędzy poszczególnymi utworami pojawiały się dziwne dźwięki. To będzie na pewno coś innego, nowego w porównaniu do tego, co działo się na wcześniejszych „Stachuriadach”.

 

Pozostałe dwie osoby, o których chciałbym wspomnieć to dziewczyny z Impresariatu – Kamila Brodowska i Krysia Kozioł – które mnie ogromnie wspierają i fantastycznie pracują nad promocją naszego projektu i nad tym, żeby informacja o nim dotarła do maksymalnej ilości mediów. Podsumowując zmierzam ku temu by była to rzecz, która nawiąże swoim klimatem i atmosferą do tego, co wydarzało się w latach ’80. A wtedy działo się naprawdę wiele. Oczywiście nie zależy mi na tym, żeby do Suwałk przyjechali, tak jak w tamtych czasach, goście w wyciągniętych swetrach z gitarami, którzy śpiewali trochę smędząc Stachurę na prawo i lewo. Chciałbym żeby do Suwałk przyjechali ludzie młodzi. Nieważne jak poubierani, z kolczykami w nosach i gdziekolwiek je tam sobie wepną. Byłoby fajnie gdyby zaprezentowali własną twórczość, która wynika z filozofii i egzystencjalizmu stachurowego. Z tym jego duchem, który wędrował tak naprawdę od chrystianizmu do zen itd. i z powrotem do chrystianizmu. Chodzi o to by młodzi ludzie mogli się z tym zetknąć, tego dotknąć, zobaczyć.

 

Wracając do przeszłości, powiedz kiedy ostatni raz robiłeś Stachurę w Olecku i dlaczego w pewnym momencie zabrakło klimatu dla Stachury w naszym mieście?

 

Ostatni raz Stachurę w Olecku robiłem pod hasłem „Dwadzieścia lat później czyli spotkanie z Edwardem Stachurą w mieście O”. To był 1999 rok. Wyszło z tego bardzo ładne spotkanie, jedne z najbardziej przyjacielskich, To wtedy, po raz pierwszy i chyba jedyny w całej historii naszych stachurowych działań, pojawiła się Marta Kucharska, czyli ostatnia kobieta Steda. Pamiętam niezwykle udany turniej jednego wiersza w „Wiatraku”, koncert z wieloma znakomitymi gośćmi, wystawę plakatów z imprez stachurowych, które odbyły się po jego śmierci na tzw płocie itd. Trwało to jeśli dobrze pamiętam 3 dni i naprawdę zapadło w pamięć. Dlaczego potem zaprzestałem robić Stachurę w Olecku? Bo nie było ku temu żadnego klimatu. Później, na chwilę wróciłem do Stachury, przy okazji koncertu mojej grupy. To było podczas jednego z Przystanków Olecko. Zwykły dzień tygodnia, zagraliśmy wtedy na tzw polanie wraz ze Starym Dobrym Małżeństwem. Zdaje się że wstęp był wolny, a na widowni zasiadło około 2,5 tys. ludzi.

 

Czy zdarzało Ci się słyszeć, że w Olecku Stachury jest za dużo?

 

Tak. Bardzo często. Nazwisk nie będę wymieniał. Doszedłem jednak do wniosku, że rzeczywiście nie ma sensu na siłę uszczęśliwiać Olecka, tym co dla mnie jest wielką fascynacją i inspiracją. Bo rzeczywiście bez Stachury nie zrobiłbym wielu rzeczy.

 

Przed suwalską Stachuriadą zdecydowanie postawiliście jedynkę. Rozumiem, że będzie kontynuacja, że to nie będzie jednorazowy projekt?

 

Tak. Zakładam, że tak będzie. Tak długo jak będę w Suwałkach, Stachuriada jako inspiracja, podkreślam jako inspiracja do wielu działań będzie kontynuowana. W tym miejscu muszę też zaznaczyć, że bez poparcia Bożeny Kamińskiej, szefowej Suwalskiego Ośrodka Kultury ten projekt, ze względu na trudną sytuację finansową, by się nie udał. Na szczęście robimy go po kosztach własnych. Z fascynacji, sympatii i dlatego że wierzymy w ideę. Warto bowiem zaznaczyć, że jeśli ktoś ma ochotę przyjechać do Suwałk w tych dniach na Stachuriadę to z pewnością pomożemy mu znaleźć, jeśli tylko da znać wcześniej, tanie noclegi. Może uda się też część osób „przechować” bezpłatnie. Z pewnością niektóre działania przedłużą się do wczesnych godzin porannych. My będziemy grać dopóki będzie publiczność. Wystarczy tylko do Suwałk przyjechać do czego zachęcam wszystkich.

Komentarze
Więcej w Edward Stachura, I Suwalska Stachuriada'13, Marek Gałązka, Poezja, SOK
„Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatnim”. Leszek Aleksander Moczulski

Urodził się w przedwojennych Suwałkach w 1938 roku, ale na studia (filologia polska) przeniósł się do Krakowa i tak już...


Zamknij