Ryk lwa czy pisk kota? Karol Sobczak w opozycji?

Ryk lwa czy pisk kota? Karol Sobczak w opozycji?
5 (100%) 1 głosów

Karol Sobczak zaplątał się we własne nogi i padł ofiarą systemu, który przez lata ochoczo i z pełnym zaangażowaniem wspierał. Systemu, który uznawał jednowładztwo i przewodnią rolę Wacława Olszewskiego. Systemu, który z radnych uczynił posłusznych żołnierzy, wykonujących polecania góry. Marszałkiem był Olszewski, a Sobczak jednym z generałów. No może pułkownikiem, ale z generalskimi ambicjami.

Bez dwóch zdań Sobczak był jednym z najważniejszych i najwierniejszych żołnierzy w tej armii. Od lat. Miał więc prawo oczekiwać, że na fali zmian, które ogarnęły olecki urząd, zostanie za swoją służbę wynagrodzony. Czas był najwyższy. Tym bardziej, że przez ostatnie lata struktura władzy pozostawała niemal nienaruszona, a zmiany bywały raczej kosmetyczne. Tym razem było inaczej. Można powiedzieć, że jak na Olecko mieliśmy do czynienia z politycznym tsunami. Na emeryturę odeszła wieloletnia Sekretarz Gminy i (nie z własnej woli) wieloletni wiceburmistrz. Jakby nie było dwie najważniejsze po burmistrzu osoby w Urzędzie. Nie wiadomo więc czy jeszcze się kiedykolwiek taka okazja nadarzy.

Ostatnie wybory pokazały bowiem, że pozycja Wacława Olszewskiego, po raz pierwszy od lat słabnie. Wygrał o włos, głównie dzięki wsparciu mieszkańców wsi. Wybory samorządowe w 2014 r. także nie przyniosły Małej Ojczyźnie Olecko upragnionej większości. Szczęśliwie udało się przekonać radnych (dwóch) z innych ugrupowań by wsparli większość. Bez tej większości Sobczak nie byłby Przewodniczącym. Nie jest więc powiedziane, że nadchodzące wybory nie przyniosą jeszcze większych strat. Trudniej może więc być i o większość i o fotel Przewodniczącego.

W dodatku PiS wprowadziło do ordynacji dwukadencyjność. Na szczęście bez biegu wstecznego, ale tak czy inaczej Wacław Olszewski w najlepszym razie będzie mógł rządzić miastem góra osiem lat. A to oznaczało, że czas zacząć starania o schedę. Po 11 latach wiernej służby.

Funkcja wiceburmistrza choćby i na rok była pewniejsza, bardziej opłacalna i zwyczajnie bezpieczniejsza. Bo jeśli Wacław Olszewski przegra kolejne wybory, to lepszej okazji by objąć tę funkcję nie będzie. A jeśli wygra, to bez konieczności stawania w szranki wyborcze Sobczak mógł mieć zapewnioną w miarę bezpieczną przyszłość. I w jednym i drugim wariancie funkcja mu się należała. Tym bardziej, że w powszechnej opinii Sobczak wydawał się naturalnym Delfinem. Ale jak pisała Maria Dąbrowska, „tu zaszła zmiana”…

Wacław Olszewski najprawdopodobniej nie docenił ambicji swojego wieloletniego współpracownika. Bez konsultacji dokonał nagłej wolty, zmienił sojusze i na stanowisko wiceburmistrza powołał Mariusza Miłuna, zaufanego człowieka Wojciecha Kota. I to Mariusz Miłun niczym deus ex machina stał się naturalnym kandydatem na następcę Wacława Olszewskiego. W krótkim czasie wyrósł także na lidera zmian. Wszędzie go pełno i w niemal co trzeciej informacji publikowanej na stronie Urzędu Miejskiego pojawia się jego wypowiedź. Zważywszy na to, że wcześniej takie komentarze Henryka Trznadla można policzyć na palcach jednej ręki, zmiana ta daje wiele do myślenia (więcej na ten temat w przyszłym tygodniu).

Nic więc dziwnego, że nieco patetycznie mówiąc pękło wierne i lojalne serce Przewodniczącego Sobczaka. I postanowił on tupnąć nogą. Pytanie tylko czy tupnął w sposób przemyślany, a może nawet i wyrachowany czy jednak nazbyt impulsywny i co nieco infantylny? A że decyzja ta może (ale nie musi) mieć konsekwencje w politycznym życiu naszego miasta, warto przyjrzeć się dalszym możliwym wariantom obecności Karola Sobczaka w oleckim życiu publicznym

Jeśli był to impuls gniewu, złość zwyczajna, wynikająca z rozczarowania, nieprzemyślana i niezaplanowana w najdrobniejszych szczegółach decyzja to Karol Sobczak ma przed sobą albo banicję albo trwanie wegetatywne albo mniej lub bardziej spektakularną ekspiację i powrót. Nie jest bowiem tajemnicą, że Karol Sobczak co wynika z oświadczenia majątkowego, spłaca solidny kredyt, który zaciągnął na budowę domu. Trudno go będzie spłacać z chudej nauczycielskiej pensji, a kto wie może i dodatkowe, choć niezbyt sowicie opłacane zlecenia świadczone na rzecz Czarnych Olecko znikną. Ekonomia może więc wziąć górę nad poczuciem wstydu i upokorzeniem. Powrót będzie cichy, nie rzucający się w oczy. Ot, radny Sobczak popierać będzie wszelkie projekty Małej Ojczyzny Olecko. Czasami dla pozoru, w tym czy innym miejscu, wyrazi sprzeciw. Ale nic ponadto. Wystarczy żeby wrócić na listy wyborcze. Ludzie zdążą zapomnieć. Może też więc wystarczy by wejść ponownie do Rady. A wtedy, kto wie…

Ale może się okazać, że Karol Sobczak się nie opamięta. Trwać będzie w stuporze. I tak dotrwa do końca kadencji. W między czasie po cichu, próbując budować sojusze, najpewniej z Krzysztofem Kempistym, który obecnie pełni rolę emisariusza w kontaktach z byłym przewodniczącym i tzw. opozycją. Może nawet panowie stworzą wspólny Komitet. Może nawet Sobczak zostanie kandydatem na burmistrza. A może poprze Pawła Giełazisa, który nie ukrywa swoich aspiracji? I załóżmy (co na razie mało prawdopodobne), że to wypali, to co wtedy? Znów stanowisko Przewodniczącego? Czy może funkcja wiceburmistrza? Ale czy po latach bycia generałem (nawet urojonym) w armii Wacława Olszewskiego Sobczak zgodzi się być choćby i pułkownikiem w innej armii? Bez szansa na nominację marszałkowską? Przyszłość w takim układzie nie wydaje się zaspokajać ambicji byłego Przewodniczącego. No i nijak nie można nazwać jej pewną. Nie tak, jak konieczność spłacania kolejnych rat. Więc albo ekspiacja, albo walka o Marszałka? Ale jeśli tak, to czy na „spontanie”, „na hura” czy z określonym planem?

Bo może Karol Sobczak wszystko szczegółowo zaplanował? Tak na chłodno, z wielkim politycznym wyrachowaniem. Może jego gra jest bardziej przebiegła niż się większości wydaje. I może na kilkanaście godzin przed grudniową sesją Rady Miasta były Przewodniczący w błyskawicznym tempie zbuduje koalicję. Przekona opozycję by poparła go w wyborach na… Przewodniczącego Rady Miasta, zapewniając że ma ten jeden brakujący głos tylko go, ze zrozumiałych względów, nie ujawni kto zacz. Wiadomo konkurencja nie śpi. Konkurencja zapewne wściekle szukałaby słabego ogniwa, by w porę go zneutralizować. Ale mogłoby być za późno. I co wtedy? Wtedy Karol Sobczak w spektakularny sposób obali większość w Radzie i dokona małego „sobczakowego” przewrotu. Tym samym już na początku swojej „opozycyjnej” kariery zbuduje silną pozycje i wykaże się nie lada skutecznością.

To byłby genialny akt założycielski nowej formacji na czele której stanie rzecz jasna Sobczak. Młody, skuteczny, pragmatyczny i doświadczony. Nikt w tak krótkim czasie nie osiągnie tak wiele i nie okaże się realnym zagrożeniem dla obecnej władzy. Taka wizja może okazać się dla wyborców atrakcyjna. Tym bardziej, że Sobczak może gwarantować wielu obecnym ciepłym synekurkom status quo. Będzie młodszą wersją Olszewskiego. Dokona ojcobójstwa, ale ten akt nie będzie oznaczał kolejnych egzekucji. No, może kilka głów spanie. Ale to i tak nic w porównaniu z rzezią, której dokonałby inny profan na stanowisku Marszałka.

Fantazje? Niemożliwe? Niedorzeczne?

Zapewne. Ale też pragmatyka. Jak się wznieca bunt (na poważnie) to warto mieć armaty, a nie machać pistoletem na kapiszony. Jeśli bowiem Sobczak chce w oleckiej polityce pozostać, jeśli chce realizować swoje ambicje, a nie uchodzić za urażonego i infantylnego chłopca powinien przewidzieć konsekwencje swoich decyzji i mieć jasny plan dotyczący swojej przyszłości. I to taki, który nie przyczyni się do jego degradacji do stopnia szeregowego, ale uprawomocni jego generalskie szlify. Chyba, że pogodził się z tym, że za rok nie będzie już radnym. Ale podobno polityka jest jak narkotyk…

Na razie Karol Sobczak milczy. To znaczy nie do końca. Swoją opozycyjną karierę zaczął od udzielenia wywiadu najbardziej „opozycyjnemu medium” w mieście. I nie chodzi o to by nagle biegał tu czy tam, ale jeśli chce zbudować na nowo swoją pozycję, powinien komunikować się z różnymi mediami. Choćby przesyłając do mediów oświadczenie, czy organizując konferencje prasową. Warto bowiem wyjaśnić możliwie najszerzej motywy swojego postępowania.  Na razie z wypowiedzi opublkowanych przez „najbardziej opozycyjną gazetę w mieście” wynika, że postępowania Karola Sobczaka wynika z pobudek osobistych i ambicjonalnych. Ot, poczuł się urażony, że nie jest już członkiem ścisłego komitetu do spraw strategii i knucia. Czuje się więc bezradny wobec kolegów z klubu i nie potrafi im przedstawić motywacji działań góry. W jego opowieści nie ma ani słowa o mieszkańcach i lojalności wobec nich, nie ma też nic o wizji miasta, odpowiedzialności za przyszłość, społeczeństwie obywatelskim i takich tam nudnych bzdurach Jest za to dużo o osobistym zawodzie.

Czy więc Karol Sobczak po 11 latach serwilizmu i dyscyplinowania niezdyscyplinowanych i wątpiących (byli tacy?) zdolny będzie do zbudowania czegoś trwalszego i autentycznego? Czy zrzuci z siebie balast wszechmądrości władzy, czy zdolny będzie do dialogu i komunikacji z mieszkańcami i wyborcami? Czy zaproponuje coś ożywczego dla miasta i mieszkańców? Czy może jednak okaże się jedynie urażonym i pominiętym w awansach wiernym żołnierzem (obecnie wyklętym?), którego ambicji nie docenił Marszałek? Czy jego bunt będzie rykiem zranionego lwa czy zaledwie piskiem niedogłaskanego kotka? To się okaże już niebawem.

Ps. Jak mała, lokalna polityka może być zbieżna z wielką. O tym mogliśmy przekonać się wczoraj, gdy lojalność PBS została nagrodzona dymisją.

A.M.

Komentarze
Więcej w Karol Sobczak, Olecko, Przewodniczący Rady Miejskiej
A może Olecko jest nie tylko miastem sportu?

Dziś z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru w Galerii Prawdziwej Sztuki im. Andrzeja Legusa w Regionalnym Ośrodku Kultury w Olecku odbędzie...


Zamknij