WiceBurmistrz i… dywidendy

WiceBurmistrz i… dywidendy
5 (100%) 1 głosów

O zmianie na stanowisku wiceburmistrza oleckie wróble ćwierkały kilkanaście dni przed oficjalnym komunikatem. Ćwierkały dodajmy konkretnie. I jak się okazało trafnie.

Temat „wiceburmistrzów” był jednym z głównych wątków kampanii w czasie przedterminowych wyborów. Dla wielu, jak się wydaje, był ważniejszy niż jakiekolwiek deklaracje programowe. Albo przynajmniej tak samo ważny. Zupełnie irracjonalnie zdominował on niektóre fora i dyskusje. Wywołał także największe poruszenie podczas debaty w kinie „Mazur”.

Nie jest tajemnicą, że poprzedni wiceburmistrz wzbudzał sporo negatywnych emocji i nie miał najlepszej opinii. Co ciekawe także wśród zwolenników Wacława Olszewskiego. Nierzadko tych najbardziej zatwardziałych. W prywatnych rozmowach, nieoficjalnie i czasami z lekkim przestrachem, nierzadko irytacją, stawiali oni konkretne zarzuty i przytaczali przykłady, które miały świadczyć o niekompetencji Henryka Trznadla. Stronnicy burmistrza (choć nie tylko) uważali, że osoba zastępcy stanowi poważne obciążenie dla Wacława Olszewskiego. Rzutuje na jego wizerunek i słaby wyborczy wynik. Paradoksalnie opinie te są dowodem jak istotnym elementem w oleckiej politycznej układance był Henryk Trznadel.

To on był złym policjantem, którego zapędy niejednokrotnie powstrzymywał ten dobry, czyli Wacław Olszewski. Szarą eminencją, która odpowiadała za intrygi, pociągała za sznurki i wykonywała tzw. „brudną robotę”. Przez lata Henryk Trznadel stał się niezbędny, gdyż był idealnym rozgrywającym w zakulisowych grach. W dodatku, jak zgodnie twierdzili jego przeciwnicy i zwolennicy, rozgrywającym bez skrupułów grającym twardo i nieczysto. Dla zwolenników Wacława Olszewskiego stał się też „wygodny”, gdyż słusznie lub nie mogli wiele potknięć obecnej władzy zrzucić na zastępce. W ten sposób Trznadel został „czarnym ludem” oleckiego życia politycznego, wygodnym „chłopcem do bicia” i usprawiedliwieniem wielu potknięć rządzącej ekipy.

Wystarczy przywołać przykład tegorocznego falstartu ze zbieraniem podpisów pod kandydaturą Wacława Olszewskiego. Według osób, które zaangażowały się w akcję to (nieoficjalnie) właśnie wiceburmistrz Trznadel odpowiadał za ów falstart. Ale  Wacław Olszewski oficjalnie (także w rozmowie z naszym portalem) od działań pierwszego komitetu się odciął. Zapytany wprost czy za akcją stoi jego najbliższy współpracownik odpowiedział, że nie wie.

Tak czy inaczej Henryk Trznadel był jednym z najważniejszych i najbliższych współpracowników Wacława Olszewskiego. I co ważne najwierniejszych, wspierał go niemal od początku. W dodatku, jak się wydaje Trznadel nie miał przesadnych ambicji. Rola tego drugiego mu odpowiadała. Nic więc dziwnego, że przez wszystkie lata Wacław Olszewski stał murem za swoim współpracownikiem. Nawet wtedy, gdy nie tak znowu często, ale jednak, uwagi co do jego kompetencji zgłaszali inni współpracownicy burmistrza.

Ale przebieg kampanii i minimalna wygrana w ostatnich wyborach uświadomiły Wacławowi Olszewskiemu, że musi dokonać wizerunkowych korekt, a najbardziej spektakularną będzie zmiana na stanowisku wiceburmistrza. Tym bardziej, że zamieszanie z wygaszeniem mandatu sprawiło, że formalnie Wacław Olszewski nie odpowiada za odejście Trznadla. Wszak ten swoje stanowisko utracił z automatu, w momencie uprawomocnienia się decyzji o wygaszeniu mandatu burmistrza. To komisarz, który z nadania Premier RP przyszedł do Olecka formalnie wypowiedział Henrykowi Trznadlowi umowę o pracę. Wacław Olszewski częściowo może być więc rozgrzeszony. Poświęcił długoletniego i jednego z najważniejszych współpracowników by zacząć nową kartę i nowe rozdanie. Jakie? To jest być może jedno z najważniejszych pytań, które należy postawić sobie w kontekście nadchodzących wyborów samorządowych.

Warto więc przyjrzeć się dokładnie zmianie jaka dokonała się w oleckim Ratuszu i spróbować jeśli nie odpowiedzieć, to przynajmniej zadać pytanie – o co w tym wszystkich chodzi i kto jest głównym rozgrywającym? Bo co do tego, że Wacław Olszewski i jego otoczenie rozpoczęło przedwyborczą grę nie ma żadnych wątpliwości. Pytanie tylko kto w jego obozie pełni w tej chwili rolę generała, kto kaprala i z kim burmistrz chce budować sojusze.

Mariusz Miłun nie ukrywa, że polityka jest jego żywiołem. A w zasadzie nie „czysta” polityka, co raczej działalność stricte polityczna. Przyznaje, że choć pełnił wiele funkcji od radnego po sołtysa to dopiero na stanowisku wiceburmistrza ma realną władzę. Władzę, która pozwala mu mieć wpływ na pewne decyzje i zmieniać Olecko. Oczywiście na lepsze.

Mariusz Miłun urodził się w Olecku w 1978 roku. Tutaj skończył podstawówkę, liceum i szkołę muzyczna I stopnia w klasie akordeonu. W 1997 roku rozpoczął studia dzienne na Wydziale Chemii Uniwersytety Gdańskiego, które ukończył w 2002 roku.  Po studiach wrócił do Olecka i niemal od razu znalazł pracę w Delphia Yachts Kot. Równolegle zaczął zaangażował się w działalność polityczną. W Olecku był jedną z osób, które tworzyły zręby struktur Platformy Obywatelskiej RP. Został przewodniczącym zarządu w naszym powiecie, a w 2005 roku znalazł się na liście kandydatów PO do parlamentu. 13 (takie miejsce otrzymał na liście) szczęścia mu nie przyniosła. Przewodniczący PO w Olecku świata nie zawojował. W naszej gminie dostał 337 głosów, a w całym okręgu 502 głosy co stanowiło 1,01% oddanych na listę PO głosów. W Olecku przegrał jednak i z Marianem Świerszczem kandydującym wówczas z list PiS (1060 głosów w gminie i 1745 w okręgu) i z reprezentującym PSL Edwardem Adamczykiem (485 głosów w gminie i 936 w okręgu). Jedyne pocieszenie, że żaden z oleckich rywali nie dostał się do parlamentu.

Rok później z listy Platformy Obywatelskiej kandydował w wyborach samorządowych. Wystartował w Okręgu wyborczym nr. 2 obejmującym południowo – wschodnią część Olecka. Jako ciekawostkę można podać fakt, że jednym z jego konkurentów w tym okręgu był startujący z listy Lewicy i Demokratów Marcin Czekay. Miłun pomimo „czwórki” został radnym. Otrzymał 76 głosów i był to szósty wynik w tym okręgu, a PO zajęła trzecie miejsce uzyskując jeden mandat. Najwięcej (102) głosów otrzymał kandydujący z list PiS Jarosław Bagieński. Lepszy wynik od Miłuna uzyskał jeszcze Karol Sławomir Szerel i Marian Prusko (obaj Mała Ojczyzna Olecko) oraz Bożena Jeglińska i Jerzy Ryszard Truchan (oboje – PiS), którzy pomimo stosunkowo dobrego indywidualnego wyniku do  Rady nie weszli. Za to mandat radnego uzyskała Renata Dunaj (Dobro Wspólne), która miała wynik gorszy od Mariusza Miłuna.

Platforma w wyborach samorządowych w 2006 roku zajmuje 4 miejsce w gminie Olecko. Przegrywa zarówno z Małą Ojczyzną, PiS, jak i Dobrem Wspólnym. Do Rady Miejskiej wprowadza 2 radnych. Oprócz Mariusza Miłuna mandat uzyskuje jeszcze Grażyna Obuchowska (co ciekawe dostaje o 2 głosy więcej od M. Miłuna). PO przegrywa także walkę o fotel burmistrza. Leszek Gałczyk dostaje tylko niecałe 18% poparcia.

Mariusz Miłun przez kolejne cztery lata uczy się samorządowości. Od tej dobrej i złej strony. Być może już wtedy ostrzega, że będąc w opozycji nie ma zbyt wielkiego wpływu na lokalną politykę. Ale rozchodzą się też jego drogi z PO. W 2010 roku dokonuje pierwszej znaczącej politycznej wolty w swoim życiu. Porzuca Platformę i startuje jako kandydat Porozumienia Obywatelskiego „Szansa” powołanego przez Wandę Marię Dzienisiewicz i Andrzej Pułeckiego.

Mariusz Miłun swoją woltę tłumaczy zniechęceniem do działań macierzystej partii. Ta nie wyraża zgody by lokalni działacze startowali z innych niż partyjne listy. Ale o ówczesnej rewolucji w zarządzie oleckiej PO krążą różne legendy. Jedni mówią o zaniedbaniach przewodniczącego i braku efektywnych działań. Jeszcze inni twierdzą, że władzę nad oleckim PO postanowił przejąć obóz burmistrza. A głównym rozgrywającym w tej grze miał być… Henryk Trznadel. Mariusz Miłun zapytany o to czy stracił władzę w wyniku działań obozu burmistrza śmieje się tylko. Ale nie zaprzecza, choć też nie potwierdza. Zapewnia jednak, że świadomie podjął decyzję o starcie z komitetu „Szansa”, a nawet go współtworzył.

Jego słowa podważa Wanda Maria Dzienisiewicz, która zaznacza, że Mariusz Miłun owszem startował z listy Porozumienia Obywatelskiego „Szansa”, ale w przeciwieństwie do Andrzeja Pułeckiego nie współtworzył jego programu i w zasadzie jego rola ograniczyła się do kandydowania. Aktywności raczej było w tym niewiele. Mało tego Dzienisiewicz twierdzi, że Miłun nie wpłacił nawet „wpisowego”. Każdy z kandydatów zobowiązany był do uiszczenia opłaty w wysokości 200 zł., która miała być przeznaczona na działania związane z kampanią – Prosiłam go potem kilka razy, już po wyborach, żeby wpłacił te 200 zł. na jakiś cel charytatywny, ale bez skutku – dodaje Dzienisiewicz.

Porozumienie Obywatelskie „Szansa” zajmuje w wyborach samorządowych w 2010 roku trzecie miejsce. Otrzymuje 911 głosów, co dało mu blisko 13% poparcie. Mariusz Miłun, „Jedynka” w okręgu nr 2 dostaje 80 głosów. Lepszy wynik wśród wszystkich kandydatów PO „Szansa” ma tylko Wioletta Żukowska. Oboje zostają radnymi.

Wybory wygrywa zdecydowanie Mała Ojczyzna Olecko, a podium uzupełnia Dobro Wspólne. Co ciekawe także dwóch radnych wprowadza Platforma Obywatelska, która ma (znów) czwarty wynik w wyborach.

Mariusz Miłun zostaje radnym, ale wcześniej otrzymuje informację o usunięciu z PO. – Przyszła decyzja z centrali, że za karę, iż startowaliśmy z innego komitetu zostaliśmy usunięci. I ponownie o akces do partii moglibyśmy się ubiegać za 5 lat, ale ja już nie miałem ochoty na współpracę z PO i z panem Tuskiem” – zarzeka się wiceburmistrz.

Początkowo wydawało, że w nowej Radzie Miłun wraz z Wiolettą Żukowską i Grzegorzem Kłoczko będą tworzyć twarde jądro opozycji. Mariusz Miłun zostaje nawet Przewodniczącym jednej z komisji. Ale dość szybko okazuje się, ku zaskoczeniu kolegów, że dokonuje on kolejnej wolty i przechodzi do obozu burmistrza. „Cóż, wydało się, że jego lojalność jest zawsze po stronie tych, którzy rozdają karty” – z przekąsem zaznacza osoba z obozu ówczesnej opozycji.

Przez następne cztery lata Mariusz Miłun niczym specjalnym w Radzie się nie wyróżnia, ale w 2014 znajduje się na liście kandydatów Małej Ojczyzny Olecko. Tyle tylko, że tym razem obowiązują Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, a to oznacza większą ilość okręgów i zasadę kto dostaje najwięcej głosów w danym okręgu ten wygrywa. Miłun startuje z okręgu nr. 10. Jego kontrkandydatami są Zdzisław Mioduszewski, Paweł Słyszewski, Szymon Ołów, Łukasz Jeleniewicz i Anna Kaczor, która zdecydowanie wygrywa zdobywając blisko dwa razy więcej głosów niż drugi… Mariusz Miłun. Wydaje się więc, że kariera polityczna Miłuna przynajmniej na jakiś czas mocno wyhamowała. I marnym pocieszeniem jest funkcja sołtysa we wsi Rosochackie. Aż do września 2017 roku…

Przez cały ten czas Mariusz Miłun jest zatrudniony w Delphia Yachts. Bynajmniej nie jest szeregowym pracownikiem. Pełni kierowniczą funkcję. Mało tego widać, że firma intensywnie inwestuje w jego rozwój, opłacając kosztowe szkolenia. Miłun uczestniczy w kursach, zdaje egzaminy, otrzymuje różne uprawnienia.  Między innymi certyfikat TELC A2 j.angielski, certyfikacji IRCA oraz IATCA, certyfikat ISO. Bierze też udział w szkoleniach  „Jak skutecznie komunikować się i rozwiązywać problemy”, „Zarządzanie personelem”  czy „Skuteczne przywództwo, kierowanie i motywowanie pracowników”.

To nie jest szeregowy pracownik z pensją na poziomie najniższej krajowej, którego łatwo zastąpić. Choć jak wiadomo i z szeregowymi pracownikami jest w Olecku w ostatnim czasie kłopot i Delphia Yachts zatrudnia pracowników z Ukrainy. Skoro więc niełatwo dzisiaj o niewykwalifikowaną kadrę, to co dopiero mówić o specjaliście. W dodatku doświadczonym, zaufanym i przeszkolonym za firmowe pieniądze.

Nie jest też tajemnicą, że relacje Wacława Olszewskiego z Wojciechem Kotem w ostatnim czasie nie były najlepsze. Z pewnością przejęcie ważnego z punktu widzenia firmy pracownika i zatrudnienie go w Ratuszu raczej byłoby odebrane jako akt dobrej woli. Bo to najzwyczajniej w świecie oznaczało kłopoty dla Delphia Yachts. A jednak… Jak przyznaje Mariusz Miłun Wojciech Kot nie miał nic przeciwko. Mało tego, podobno przyjął jego decyzję ze zrozumieniem, wyrozumiałością, a nawet z pewnym błogosławieństwem. – Wiele razy z Panem Wojciechem Kotem rozmawialiśmy o Olecku i jego sprawach. On zawsze uważnie obserwował, to co działo się w Olecku. Dla niego dobro Olecka jest ważne. Może nawet najważniejsze – zapewnia Miłun – Dlatego, gdy dostałem propozycję, by objąć fotel wiceburmistrza udałem się do Pana Wojciecha i poinformowałem go o tym, a on mnie poparł.

Rzadko spotykane w świecie biznesu altruizm i społeczna odpowiedzialność?

Nie doszło więc do otwartej wojny pomiędzy burmistrzem, a Wojciechem Kot. Wręcz przeciwnie nawet wiceburmistrz (choć nie tylko on) przyznaje, że relacje uległy ociepleniu. Czy może dlatego, że jak twierdzą niektórzy Wojciech Kot od zawsze był także patronem politycznych działań swojego pracownika, wspierał go na każdym kroku i trzymał za niego kciuki? A gdy nadarzyła się okazja i Mariusz Miłun otrzymał propozycję objęcia funkcji wiceburmistrza to niemal mu ze łzami w oczach pobłogosławił?

Żarty na bok.

Mariusz Miłun zostawił dobrze płatną pracę (choć jego wynagrodzenie – płaca zasadnicza, dodatek funkcyjny i stażowy – jako wiceburmistrza wynosi 8128,00 zł. brutto) i kierownicze stanowisko dla mglistych obietnic. Co innego, gdyby objął to stanowisko na początku kadencji. Ale na rok przed wyborami? A co jeśli Wacław Olszewski przegra? A może taki wariant nie wchodzi w grę?

Ok, ale naturalnym kandydatem na wiceburmistrza i następcą Trznadla wydawał się Karol Sobczak. Sprawdzony w bojach Przewodniczący Rady Miejskiej. Przez wielu typowany na następcę Wacława Olszewskiego. Delfin. Co ciekawe wiele lat wcześniej Mariusz Miłun jako „platformers” atakował bezpośrednio w sieci Sobczaka. Dziś nie chce o tym mówić i zarzeka się, że pewnych rzeczy nie pamięta i że nie warto wracać do przeszłości. Zapewnia (a rozmawialiśmy o tym, jeszcze na długo przed woltą Przewodniczącego), że ich relacje są jak najlepsze. Nie zmienia to faktu, że wyciągnięcie niczym królika z kapelusza na rok przed wyborami Mariusza Miłuna i zignorowanie, jak się okazało, sporych aspiracji Karola Sobczaka daje do myślenia. Tym bardziej, że nominacja dla człowieka z odległego szeregu na tak eksponowane stanowisko z miejsca zmniejszyła szansę Sobczaka na przejęcie schedy. Uczciwie mówiąc awans Miłuna oznaczał degradację w hierarchii Przewodniczącego. Bowiem w krótkim czasie to Miłun został Delfinem. Nie mogła to być więc ze strony Wacława Olszewskiego pochopna decyzja. Przygotowywał się do niej już od jakiegoś czasu. Do Ratusza powrócił w czerwcu. Miał więc trochę czasu na przemyślenia.

Tym bardziej, że jak już wiemy, decyzja ta spowodowała spore trzęsienie ziemi w obozie Wacława Olszewskiego. Dziś nie ma w nim już dwóch, w ostatnich latach najważniejszych, postaci. To tak jakby prezes Kaczyński odstawił na boczny tor Joachima Brudzińskiego i Marka Kuchcińskiego. Niektórzy twierdzą, że Henryk Trznadel też nie jest, delikatnie mówiąc, specjalnie zachwycony.  Czy Wacław Olszewski liczył się z ofiarami i poświęcił swoich wiernych druhów mając daleko przemyślany plan?

Ciekawa w tym kontekście jest wzmożoną aktywność nowego wiceburmistrza. Przyznaje się on m.in, do tego, że zaproponował akcję „Zadaj pytanie burmistrzowi”, która cieszy się sporym powodzeniem. Mariusz Miłun reprezentuje także Olecko na różnych spotkaniach, konferencjach, sympozjach. Dość powiedzieć, że brał udział np. udział w I Warmińsko-Mazurskim Kongresie Przyszłości. Oprócz tego zauważalna jest jego aktywność PR-owa. W materiałach przesyłanych przez Urząd Miejski częściej możemy znaleźć opinię/wypowiedź wiceburmistrza niż nawet burmistrza. Nawet na zdjęciach, które przedstawiają Wacława Olszewskiego zazwyczaj obok znajduje się jego zastępca. O tym, że z trudnem w ostatnich latach w oficjalnych materiałach prasowych Ratusza znaleźć wypowiedzi Trznadla czy Sobczaka przypominamy tylko dla zasady.

Mariusz Miłun nie kryje też swoich aspiracji. Otwarcie mówi, że chciałby w przyszłości zostać burmistrzem, choć jednocześnie zastrzega lojalność wobec Wacława Olszewskiego. – Nasz obóz ma w tej chwili mocnego kandydata – zapewnia wiceburmistrz. Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji niemal pękło wierne serce Karola Sobczaka i zdecydował się ona na tak radykalny krok.

Mariusz Miłun z pewnością jest dynamiczny, zaangażowany i posiada energię, która w porównaniu z trwającym w Ratuszu od lat zastojem robi wrażenie. Paradoksalnie także jest najlepszym dowodem na to jak istotna może okazać się kadencyjność i jak najlepsza nawet władza po latach zwyczajnie się zużywa. Jak niezbędny jest płodozmian i dopływ świeżej krwi. Jego kompetencje zauważają nawet jego polityczni oponenci. – Podoba mi się jak potrafi zdyscyplinować i postawić do pionu niektórych urzędników. Tego dawno nie było. – zauważa jeden z nich. Z drugiej strony jednak niektórzy dostrzegają już symptomy przejęcia złych nawyków poprzednika. Czyżby władza zużywała szybciej niż się to nam wydaje?

Tyle tylko, że po pierwszych kilku miesiącach funkcjonowania Mariusza Miłuna w Urzędzie można śmiało wywnioskować, że objęcie przez niego funkcji wiceburmistrza jest swego rodzaju inwestycją. Nie do końca jeszcze nawet wiadomo, kto tak naprawdę inwestuje i kto liczy na dywidendy. Z całą pewnością nie jest to jednak inwestycja przewidziana tylko na rok. To część długofalowego działania. Okazało się, że gdy opozycja zapadła w sen zimowy (tyle tylko, że już latem), pozostając na uboczu toczących się w Olecku spraw i rozdrabniając się na mniej lub bardziej mało istotne działania, to po stronie władzy nastąpiła, jak się wydaje słuszna rekapitulacja wyników wyborów, której wynikiem jest szeroko zakrojony plan. Ostateczne personalia jeszcze nie są jasne. Zresztą jak wiadomo mogą one podlegać wymianie i modyfikacjom. Szczególnie jeśli mówimy o rolach jednak drugoplanowych. Jasne jest jednak, że celem tego planu jest by… w Olecku było mniej więcej tak jak jest. Z pewnymi modyfikacjami (często powierzchownymi i w gruncie rzeczy PR-owymi, czuć w tle rękę sprawnego piarowca) z  dynamicznym, otwartym i „ludzkim” wiceburmistrzem. Ale powiedzmy to szczerze, w kulisach twardej polityki sympatyczność i powierzchowna ogłada ostatecznie nie mają znaczenia.

A.M.

Komentarze
Więcej w Burmistrz Olecka, Delphia Yachts, Mariusz Miłun, Olecko
Syndrom sztokholmski i olecki Mesjasz. Wybory 2018

W środę (17 października) w kinie "Mazur" odbyła się "debata" przedwyborcza. Celowo piszę słowo debata w cudzysłowie, gdyż odbyła się...


Zamknij