Uchodźcy mile widziani czy Polska dla Polaków?

Problemem wzbierającej fali imigrantów i uchodźców żyje w tej chwili cała Europa. W Polsce od kilkunastu dni trwa zażarta dyskusja na ten temat, która jak to u nas bywa, dzieli kraj niemal na pół.

 

Mocno upraszając po jednej stronie są Ci, którzy na transparentach mają napisane uchodźcy mile widziani po drugiej zwolennicy hasła “Polska dla Polaków”. Po jednej i drugiej stronie piętrzą się obelgi, hałaśliwe pohukiwania i stygmatyzacje. Dowiadujemy się, że znów gra toczy się pomiędzy postępowcami, a ksenofobami. Coraz mniej w tym wrzasku argumentów, coraz więcej załatwiania swoich własnych porachunków. A to Jan Tomasz Gross zarzuci Polakom antysemityzm wyssany z mlekiem matki, który według niego jest przyczyną niechęci wobec Innych. A to z kolei Charlie Hebdo w imię wolności słowa publikuje niezbyt mądre, by nie powiedzieć idiotyczne obrazki – szydząc z ludzkiej tragedii i rzecz jasna islamu. Z kolei Tomasz Lis jak zawsze toczy krucjatę przeciwko ciemnogrodowi i bezrozumnym przedstawicielom narodu podobnie jak Gross w tym widzą przyczynę niechęci Polaków wobec Innych. Zapewne za chwilę swój płomienny manifest stworzy Magdalena Środa, której diagnozę sporu można przewidzieć zanim tekst zostanie opublikowany.  Prywatnych podjazdów i interesików załatwianych na boku przy okazji problemów z uchodźcami jest całkiem sporo. Rzetelnej i uczciwej dyskusji także wśród polityków, co pokazała debata w Sejmie, nie ma prawie wcale. Znów byliśmy świadkami kopania się po kostkach obu przewodnich partii – niestety z Premier Kopacz w roli głównej, która zamiast rzeczowo omówić sytuację koncentrowała się na atakach na PiS. A w premierowaniu, w takiej sytuacji raczej nie o to chodzi. 

 

Niezależnie ile jeszcze będzie okrzyków, darcia szat i obelg po obu stronach Polska uchodźców przyjmie. Pytanie tylko ilu i czy ci uchodźcy zechcą w Polsce zostać – ale to osobna kwestia. Pierwotnie rząd deklarował, że jest gotowy na przybycie nieco ponad 2 tys. osób. Dziś w związku z nieco niefrasobliwą deklaracja Niemiec, wygłoszoną przez Kanclerz Merkel w zeszłym tygodniu, sytuacja wygląda o wiele bardziej dramatycznie. Unijni politycy mówią wprost o obowiązkowych kwotach, na które nie chcą zgodzić się politycy Europy wschodniej. Istnieje ryzyko, że kompromis, który państwa unijne wypracują w toku negocjacji może okazać się daleko niewystarczający. Otwarcie “bram raju” może oznaczać nieprzerwany exodus z miejsc, gdzie trwa wojna. A takich miejsce nie brakuje. 

Co w takiej sytuacji począć? Jak zareagować? Czy Polska jest gotowa by przyjąć więcej niż początkowo deklarowane 2200 osób, skoro szacunków dokonano na podstawie “stanu posiadania” czyli ilości ośrodków, miejsc, budżetu itp. A jeśli przyjmiemy więcej lub znacznie więcej uchodźców niż to pierwotnie zakładaliśmy to jak dokonać ich relokacji na terenie Polski? Czy w związku z narastającą liczbą uchodźców każde z województw zostanie “adekwatnie obciążone” opieką nad gośćmi? A jeśli tak, to jak powinna wyglądać współpraca na linii rząd powiat/gmina? Czy gminy w perspektywie kilku – kilkunastu miesięcy będą musiały określić swoje możliwości i w razie konieczności przyjąć 2-3 rodziny pod swój dach? 

 

Być może do przewidywanej eskalacji nie dojdzie. Być może napływająca fala uchodźców rozbije się o skuteczne kontrole graniczne i inne pomysły (a te się powoli pojawiają – vide wypowiedź Guy Verhofstadta), Być może Europa sfinansuje przejściowe obozy dla potrzebujących poza Europą, blisko domów, tych którzy swoje domy zmuszeni są opuścić. Być może jednak tej fali nie da się tak łatwo i tak szybko powstrzymać. 

 

Czy w takim razie uchodźcy staną się także naszymi sąsiadami? A jeśli tak, to czy znajdzie się dla nich miejsce, praca? Jak zareagują mieszkańcy? Czy będziemy potrafili przełamać własne lęki i opory?  Przez ostatnie lata, te same media, które dziś z wściekłością donoszą o polskiej obojętności wobec uchodźców, z równie gorliwą zaciekłością rozpisywały się o barbarzyństwie nadchodzącego islamu. Z lubością opisywano egzekucje, surowe prawo, krytykowano zwyczaje i tradycje islamu. Jeszcze nie tak dawno gazety krzyczały “Je suis Charlie”. Dziś Charlie pokazuje środkowy palec uchodźcom, islamowi i być może także tym, którzy z Charlie byli jeszcze kilka miesięcy temu. To w końcu jak to jest – bać się islamu czy przyjmować go do domu z otwartymi ramionami i oswajać?

 

Prostych odpowiedzi na to i wiele innych pytań nie ma. Także dlatego, że w tym medialnym szumie, wśród wrzasków zwaśnionych stron,  trudno je sformułować i zdać. I jeszcze trudniej na nie odpowiedzieć. Każdy z nas zapewne będzie musiał znaleźć swoją indywidualną odpowiedź. I prawdopodobnie każdy będzie się musiał z tym problemem w najbliższych miesiącach zmierzyć. Oby bez zbędnych emocji i bez niepotrzebnych uprzedzeń, ale także zbytniej naiwności. Nie ulega bowiem wąpliwości, że problem istnieje i nijak nie da się go zakrzyczeć… 

 

I tak na zakończenie – wydaje się, że dziś najbardziej należy bać się kompletnej bezradności Unii Europejskiej wobec problemu, który trochę na własne życzenie ściągnęliśmy sobie na głowę. Bo w końcu my też jesteśmy częścią tej Europy i jej słabość, jest naszą słabością.

 

Jeśli chcecie normalnie o tym porozmawiać – zapraszamy do dyskusji 

 

TUTAJ możecie przeczytać nasze pytania, dotyczące kryzysu imigracyjnego, które przesłaliśmy do Urzędu Miasta i odpowiedź rzecznik UM

 

 

 

Komentarze
Więcej w kryzys imigracyjny, Olecko, uchodźcy
Krótkie historie – Souvenir de Bretagne

Souvenir de Bretagne   Małe, bretońskie miasteczko. W albumie ze starymi fotografiami odnajduję hotel, w którym spędzam kilka nocy. Dziś...

Zamknij